197/365 – W pogodni za jutrem

Ostatnio podupadłem w swoich planach. Nastał czas gdzie powoli znowu zacząłem wchodzić w swoją strefę komfortu/lenistwa. Podobnie poszło z moją aktywnością, wagą i zdrowiem.

Dlatego powiedziałem sobie dość i powolutku wracam do kondycji i do marzeń. Nie lubię terminów bo one tworzą negatywną narracje w dążeniu do celu. To na razie tyle.

127/365 – Poddałem się.

Poddałem się. Najtrudniejsze słowa jakie musiałem sobie przyznać.

Rzucam stare plany i marzenia. Wracam do tego co uwielbiałem ale od jakiegoś czasu nie mam ani czasu ani chęci. Przytłoczyłem się próbą zmotywowania do założenia firmy, której nie jestem w tej stanie uciągnąć.

Po prostu uwolniłem się.

Tak więc z czasem pojawią się tutaj wpisy bardziej hobbistyczne. Do zobaczenia.

102/365 – Prawo do szczęścia

Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie każdy ma szczęście do prawa.

Czyste szczęście. Esencja. Mikstura. Czy tak naprawdę istnieje definicja szczęścia czy tylko to mityczne słowo które oznacza naszą strefę komfortu wytworzoną podczas naszego dorastania? Czy możemy ocenić czy ktoś jest szczęśliwy czy tylko próbuje być. Ktoś kto walczy może być szczęśliwy? A może ktoś kto próbuje o to szczęście się ubiegać staje się szczęśliwy z powodu samej próby. Czy wtedy gdy zdobędzie swój cel szczęście go opuści?
Każdy ma prawo do szczęścia, lecz ze szczęściem jest jak z wolnością. Każdy chce być wolny, jednak musimy pamiętać o tym że nasza wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność kogoś innego. Nasze szczęście też nie może wpływać na szczęście innych. Nie może wpływać na życie innych.
Człowiek jest jednostką. Prawdziwe czyste szczęście może osiągnąć tylko wtedy gdy jest sam. Gdy człowiek wiąże się z inną osobą czy to tylko w relacji znajomych czy par to szczęście nigdy nie będzie czystej postaci. Wtedy szczęście występuje też z innymi symptomami człowieczeństwa: nadzieją, obawą, zrozumieniem i sumieniem.
Czy ocena szczęścia innych jest nam dana?
Oczywiście. Oczywiście że nie. Jest to absolutnie niezgodne z tym co występuje w społeczeństwie. Jesteśmy oceniani wszędzie, przez wszystkich. Ze względu na wygląd, wiek, charakter i humor. Możemy stwierdzić czy ktoś jest wesoły czy smutny ale nawet po rozmowach nie jesteśmy wstanie stwierdzić czy ktoś jest szczęśliwy.

86/365 – Happysad / Happysam

Po wielu obietnicach, próbach wybrania się na koncert w końcu się wkurzyłem. Kupiłem bilet dużo wcześniej. Bez zastanowienia czy pójdę sam czy z kimś. Po prostu chciałem odhaczyć i zmusić się do tego aby nie tłumaczyć się że „nie byłem bo bilety się skończyły”.

Tak więc bilet kupiony był już dużo wcześniej. Do tego czasu próbowałem namówić znajomych. „Idziemy!”. Poszedłem sam, w sumie pojechałem samochodem. Pierwszy raz sam na koncercie, pierwszy raz trzeźwy na koncercie. Takie 2 strasznie odległe dla mnie rzeczy.

Muszę powiedzieć jedno. Nie wiem czemu nie poszedłem na ich koncert wcześniej. Nie wiem czemu bałem się iść na koncert sam. Nie wiem…

Przed startem koncertu było trochę dziwnie, co z sobą zrobić. No właśnie. Po prostu czekać. Wystarczyło poczekać do 19 i… Zaczęło się. Support – Hot water – Zespół dla mnie nieznany, ale nie mogę ukryć spodobał mi się. Później przerwa, znowu trochę hm… co tu robić… Czekać jak wszyscy pod sceną. A gdy się już zaczęło…

Nie liczyło się nic, tylko dobra zabawa. Ludzie tam, atmosfera, zespól…

Po prostu polecam.

29/365 – Zmiana.

Zmieniam trochę postanowienie, iż chyba dopadła mnie jakaś chandra zimowa.

Zaczynam planować. Tak, mimo iż dalej uwielbiam słowa piosenki Czesława Mozila „każdy plan można zmienić, lecz wolę życie bez planu”.  Dlaczego? Ponieważ fajnie zaczął się ten rok, tak fajnie że nie chce mi się teraz marnować czasu. Wolę mieć plan i nie zastanawiać się co by tu teraz zrobić.

Dlatego siadam i robię już wszystko według planu. Etapami.

Ale od jutra 😀

26/365 – Wracamy do…

Najgorsze w postanowieniach/celach/marzeniach jest późniejsza rezygnacja, odpuszczenie sobie. Później próbujemy wracać do tego i jest jeszcze gorzej.

  1. Wiemy przez co i dlaczego przerwaliśmy.
  2. Wiemy ile się przygotowywaliśmy.
  3. Wiemy ze mamy coś zrobione gdzieś zapisane ale weź się w tym odnajdź.
  4. I chyba najgorsze, trzeba zrobić powtórkę z materiału…

To jest najgorsze. Przepisywanie, odnajdywanie się i to że jest się kilka kroków do przodu i już chce się to inaczej pisać/robić.

Tak oto właśnie sami wkopujemy siebie coraz to w większy dół i to jest głównym powodem odwlekania spraw „na później”

Na szczęście ja już się odkopałem, jeszcze sporo pierdółek przede mną ale najważniejsze zostało już odkopane.